Katarzyna Bonda autorka bestselerowych kryminałów w szczerej rozmowie z Organic-Home-Spa.

Jak się zaczęła Pani przygoda z pisaniem kryminałów? Dlaczego poszła Pani w kierunku kryminałów?

Gdy zaczynałam swoją przygodę z pisaniem,  kryminał był na zupełnie innym poziomie niż jest dzisiaj. Nie czułam się jeszcze wtedy pisarką z misją i powołaniem, dlatego gatunek kryminał był czymś w miarę dla mnie bezpiecznym, ponieważ daje kaganiec dramaturgiczny. W obszarze kryminałów zagadka i wokół tej zagadki się poruszamy. Jest to również wyzwanie, bo trzeba te wszystkie klocki ułożyć, a ja potraktowałam pisanie jako rodzaj poprzeczki, którą sobie postawiłam. Uważam, że trzeba pisać przede wszystkim o tym na czym się znamy, lub na taki temat, który potrafimy ciekawie przedstawić innym.

Skąd u Pani wiedza z tej dziedziny?

Dobrze czułam się w tej tematyce, ponieważ przez lata pracowałam jako sprawozdawca sądowy, a potem reporter. Wszystkie dziennikarskie zadania kręciły się wokół sytuacji, gdzie stawką była śmierć. Zwykle tak się to wszystko toczyło, że takie tematy trafiały do mnie. Nigdy nie chciałam pisać o blogerkach modowych, bo wydawało mi się to za banalne i nieciekawe. Zawsze pragnęłam wejść do tygrysa i jego klatki, dlatego w moim życiu można znaleźć wiele sytuacji takiego mierzenia się.

Czy od dziecka pociągało Panią ryzyko i tajemnica?

Jako mała dziewczynka byłam zupełnie normalna. Bawiłam się lalkami, grałam na fortepianie i postrzegana byłam jako grzeczna dziewczynka. To, że jestem tu gdzie teraz postrzegam jako swoisty proces. Pewne etapy mojego życia doprowadziły mnie do miejsca, gdzie jestem i do tego, że pisze książki.
Gdy byłam dziennikarką to byłam dziennikarką misyjną. Zaczynałam od bardzo małych rzeczy. Stopniowo awansowałam i przechodziłam przez kolejne szczeble. Na koniec swojej pracy dziennikarskiej byłam naprawdę dobrze opłacana. To, że chciałam zmienić pracę na inną było spowodowane tym, że w pewnym momencie media się zmieniły. Stopniowo wypierano reportaże. Gdy pracowałam dla redakcji jeszcze reportaż istniał ale już wówczas był naznaczony jakąś klauzulą newsa.
Oznaczało to tyle, że nie można już było jechać gdzieś, zgłębić jakiś temat, ale  że musi być do tego jakiś pretekst, jakiś news, a to nie dla mnie.

F37A0663okc

Czy uważa Pani, że praca dziennikarza z tzw. prawdziwego reportażu i praca przy zbieraniu materiałów do książki to taka trochę praca detektywa?

Tak. Pracuję w ten sposób, że bardzo często jadę i szukam informacji.

Chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do poprzedniego wątku. Mam rozumieć, że praca dziennikarza przestawała się Pani podobać i dlatego szukała Pani innej płaszczyzny do spełniania się zawodowo?

Praca dziennikarza zajmującego się reportażem była stopniowo zastępowana przez ludzi, którzy potrafili szybko znaleźć świeżą poczytną informację. To takie ,,szybkie pistolety’’. Stopniowo przestałam pisać takie teksty, które mnie interesowały i musiałam obracać się w narzucanej tematyce. Gdy pracowałam w newsweeku zarabiałam bardzo dobrze, jednak coraz częściej moje teksty leżały w szufladzie. Nie podobało mi się to i demotywowało mnie. W moim odczuciu nie wykonywałam tej samej pracy, którą wykonywałam na początku. Dla mnie była to stopniowa destrukcja pracy dziennikarza do której byłam przyzwyczajona. Wiedziałam, że coś jest nie tak i w związku z tym dojrzewała we mnie stopniowo nowa decyzja.

Czy w tym momencie życia praca była dla Pani priorytetem?

Nie miałam wówczas dzieci i innych zobowiązań. To powodowało, że praca była dla mnie całym moim życiem. Właśnie wtedy, gdy robiłam coś czego już nie lubiłam zaczęłam pisać takie fabularne wątki. To były zapiski do szuflady, pisane dla siebie. Były to wątki kryminalne bo na takich się właśnie znałam. Pisanie romansów było nie dla mnie. Kryminał jest gimnastyką umysłową, dlatego jest dla mnie ciekawy. Tak jak mówiłam początkowo pisałam aby nie zwariować.

Kiedy podjęła Pani decyzję o pisaniu książki?

Decyzję o pisaniu książki podjęłam po śmierci mojego ojca i po wypadku, o którym na pewno Panie słyszałyście. Jestem pewna, że gdybym nie była tak przemęczona przez prace to do wypadku by nie doszło.

Rozumiem, że główną przyczyną tego tragicznego wydarzenia w Pani życiu, gdzie zginął człowiek było przemęczenie?

Tak, to był bardzo ważny czynnik. Po tym wypadku długo dochodziłam do siebie. Wcale jednak nie jest tak, jak pisze większość dziennikarzy, że to wypadek sprawił, iż zaczęłam pisać książkę. Tak jak powiedziałam wcześniej był to długi proces dojrzewania do myśli o zmianie. Kiedy zdarzył się wypadek, to duża część książki była już napisana. Gdy miałam depresje po wypadku wróciłam do pisania książki, by zająć się czymś zamiast tkwić w poczuciu winy. To wszystko co się wydarzyło i w efekcie sprawiło, że moje życie się zmieniło to cały ciąg wydarzeń poczynając od zmiany sytuacji dziennikarstwa, mojego rosnącego zniechęcenia do pracy i w końcowym etapie przemęczenia, które w ostateczności przełożyło się na tragiczny wypadek.

Czy miała Pani wsparcie przy podjęciu decyzji?

Miałam wsparcie ludzi bliskich, którzy są ze mną do tej pory. Jednak w tym trudnym dla mnie okresie sporo ludzi się ode mnie odsunęło. Trudne sytuacje, które przytrafiają się nam w życiu dają nam spory wgląd w rzeczywistość i otaczających nas ludzi. To taki moment, gdy zmienia się percepcja świata. Na początku, gdy w naszym życiu coś się wydarzy wszyscy chcą nas poklepać po plecach. To jest jednak jest obraz pierwszego tygodnia. Problemy i depresja trwa natomiast miesiącami. Po pierwszym tygodniu już dla większości zaczynamy być trędowaci. Nie można się z Tobą spotkać, pośmiać się, ponieważ ty cały czas źle się czujesz.

Tak się Pani czuła?

Czułam się jakbym była w ciemnej studni. Stopniowo odczuwałam przyjemność w byciu w tej studni. Tam byłam sama, było tam cicho, nikt mi nie zawracał głowy, nie trącał i nic nie musiałam. Człowiek zaczyna lubić taki stan. Gdy wówczas nie znajdzie się ktoś kto nam pomoże i wyciągnie z tego to możemy już w tej studni zostać na zawsze.

Czyli pomoc właściwych osób i pisanie książki pozwoliło Pani wyjść na prostą?

Między innymi dlatego, że nic innego nie umiałam. Potrafiłam tylko pisać. Jeśli ktoś dotychczas był zaangażowany w 100 % w swoją pracę to zaczyna mu brakować tego zaangażowania i pasji. Umiałam tylko pisać, dlatego książka była strzałem w dziesiątkę.

Jaką by dała Pani radę osobom, które źle się czują z tym co robią aktualnie, wiedzą już co chcą robić ale boją się, bo nie mają np. zabezpieczenia albo mają bardzo małe?

Podjęłam decyzję o opuszczeniu pracy mimo, iż nie miałam zabezpieczenia finansowego. Wszyscy się dziwili, że podjęłam taką decyzję. Środków finansowych miałam tylko na około trzy do czterech miesięcy. Wiedziałam jednak, że nie chcę robić rzeczy, które mnie nie fascynują i nie dają satysfakcji. Jeśli do tego mam świadomość, że to co robię mnie infekuje i negatywnie wpływa na inne dziedziny życia, na moje zdrowie to wiem, że bez zmian może być tylko gorzej.

IMG_7179a

Czy były trudności, gdy już podjęła Pani decyzję? Jak wyglądał ten pierwszy okres?

Trudności szybko się pojawiają. Nie umiałam oszczędzać, ponieważ gdy byłam na etacie nie musiałam. To spowodowało, że szybko musiałam pożyczać. Było naprawdę ciężko. Nie wróciłam jednak do starego zajęcia mimo, iż ciągle otrzymywałam propozycje pracy.
Gdy zaczęłam pracę nad książką, jak już wspomniałam część jej była napisana. Pisałam przez kolejne miesiące ale to było oczywiste, że nie skończę książki przez trzy miesiące. Zależało mi na tym dlatego to dalej ciągnęłam. Moje otoczenie nie wierzyło, że zmienię swoje życie. Do tego wszystkiego jak zmieniasz swoje życie całkowicie los Cię wystawia na próbę. Wówczas musisz pokazać, jak to co robisz jest dla Ciebie ważne. Ja mimo trudów wiedziałam, że nie mogę wrócić do poprzedniego sposobu życia i koniecznie muszę tą książkę skończyć. Gdy byłam pod koniec książki poczułam taki niesamowity ,, flow’’ który daje tyle energii, że nawet trudno to opisać. To był drogowskaz, że jestem na właściwej drodze.

Gdzie woli Pani pracować; w domu czy na zewnątrz?

Wolę pracować w domu. Tam mam swoje biurko, wszystko pod ręką, swojego psa i oczywiście mogę swobodnie zapalić papierosa. Na zewnątrz nie wszędzie można palić.
W okresie, gdy moja córka była malutka wówczas aby pracować wychodziłam z domu. Abym mogła skupić się na pracy, do córki zamawiałam niańkę i wówczas wychodziłam z domu zazwyczaj do pobliskiej kawiarenki. To był mój czas. Gdy małe dziecko jest w domu to ciężko zaplanować pracę. Ważne jest aby był ten moment wyciszenia. W czasie zaplanowanym na prace mogę się skupić tylko na tym. Ważne jest również to, że gdy wychodzimy z domu to musimy się ubrać, umalować a w domu nie zawsze nam się chce.

Czy po urodzeniu córeczki szybko zaczęła Pani pracować?

Szybko wróciłam do pracy. Już trzy miesiące po urodzeniu Ninki.

Czy lubi Pani planować swój czas czy raczej spontanicznie siada do pisania?
Lubię planować. Jestem jak generał. Wszystko mam zaplanowane. Wiem strategicznie kiedy będę pisać Nie ma tak, że mam z zaskoczenia dwie godziny i wówczas siadam i piszę. Jeśli taki czas się pojawi to raczej wykorzystuje go na beztroskie leniuchowanie.

Proszę nam powiedzieć jak Pani myśli , czy kobiecie jest trudniej znaleźć ten czas na spełnianie siebie, na pracę? Czy to nie jest tak, że mężczyznom jest jednak łatwiej?

Oczywiście, że tak. Widzę to na przykładzie żon moich kolegów po piórze. Koledzy mają żony, które zajmują się domem, dziećmi i dbają o to aby dzieci im nie zakłócały spokoju. Proszę zobaczyć jak to wygląda u kobiety. Jeśli odmawiam tych wszystkich obowiązków przypisanych schematycznie do kobiety, jestem narażona na wysłuchiwanie przeróżnych epitetów.
Mam koleżankę, która jest doskonałą reportażystką. Dzień wygląda u niej tak: wraca z materiału idzie jeszcze do normalnej pracy i gdy z niej wraca to jeszcze robi obiad dla domowników. Niejednokrotnie idzie spać o pierwszej czy drugiej w nocy, bo przecież musi ugotować bigos. Oczywiście skutek jest taki, że jest zmęczona i niewyspana.

IMG_9956

Czyli tak naprawdę często same sobie robimy krzywdę?

Tak myślę. Tak naprawdę wystarczy być sobą. Jeśli nam coś sprawia przyjemność to możemy się tym zajmować. Jednego będzie relaksowało krojenie kapusty, a innego czytanie książki w wannie. Kobiety zgadzają się na masę rzeczy i za dużo biorą na siebie. Chcą wszystkich zadowolić. Wyglądają wystrzałowo, gotują, prasują, pracują i cały czas starają się dogadzać innym. Nie ma tu równowagi.

Proszę mi powiedzieć, czy łatwo jest wydać książkę? Jak wygląda taki proces, gdy napisaliśmy książkę i chcemy ją wydać?

Po pierwsze trzeba wysłać książkę do wydawcy. Wysłać najlepiej w pliku edytowalnym. Jeżeli pPani książka się spodoba wydawcy to od razu trafia do redakcji. Ważne jest aby wysłać najpierw do tych wydawców, którzy są w pierwszym rzędzie. Jeżeli odpowiedzą, że nie, to dopiero schodzimy niżej. Dziś to wygląda tak, że wydawnictwa poszukują nowych autorów. Nie trzeba mieć znajomości aby wydać książkę.

Skąd wiemy dlaczego wydawca nie chce wydać naszej książki?

No cóż, wydawcy zazwyczaj nie mówią dlaczego odrzucają naszą książkę. Czasem jest to naprawdę pierdoła, którą musimy poprawić. Jest cała masa miejsc, gdzie możemy zamówić recenzję książki. W Maszynie do pisania jest na przykład możliwość zamówienia takiej recenzji.

Co to za miejsce ta  Maszyna do pisania?

To miejsce, które współtworzyłam. Miałam dość tych bzdur o natchnieniu i romantycznym podejściu do pracy pisarza. Maszyna do pisania to miejsce, gdzie można pomówić o pisaniu. Uważam, że to co najważniejsze w pracy pisarza to warsztat. Maszyna do pisania uczy warsztatu i daje ważną podbudowę dotycząca podstawowych zasad pisania. Struktura i te wszystkie elementy, które należy poznać to jest taka swoista tabliczka mnożenia. Potem dopiero, gdy to poznamy możemy robić w obszarze pisania co nam się podoba. Teraz zajęcia prowadzi tam Magdalena Kostrzewska. To bardzo fajna osoba, która potrafi prowadzić warsztaty.

Czyli na sukces pisarza składa się znajomość zasad pisania?

Uważam, że sukces pisarza to ok 30 procent talent, a 70 procent to warsztat czyli zasady pisania i ciężka praca.

A co z tzw. self-publishing?

Odradzam. Uważam, że frycowe trzeba zapłacić i najlepiej wejść do dużego wydawnictwa. Co innego oczywiście, gdy zależy nam na takim wydaniu dla siebie.

W Pani książkach pojawiła się Sasza. To profilerka, która zastąpiła postać męską. Czy ta postać ma coś z Panią wspólnego?

Często prowadzi otwartą walkę z mężczyznami… Tak, to trochę jak  ja. Czasem ma podobne do mnie odzywki. Podświadomie nadałam jej kilka cech bardzo zbliżonych do moich.

Pan Zygmunt Miłoszewski określił Panią jako królową kryminału i napisał to na okładce ,,Pochłaniacza’’. Jak się Pani z tym czuje?

Było mi niezmiernie miło. Bardzo się ucieszyłam i pozytywnie zareagowałam. Cieszyłam się, że mnie doceniono, ponieważ jestem dumna ze swoich książek. Niestety w naszej rzeczywistości nie jest to jednak dobrze odbierane, gdy jesteśmy pewni siebie i tego co robimy. Nawet jeśli to robimy na wysokim poziomie to pojawia się wokół nas społeczny ostracyzm związany z pokazywaniem swoich sukcesów i tego w czym jesteśmy dobrzy. Inaczej jest to traktowane u mężczyzny. Kobieta określana jest zaraz jako zarozumiała i arogancka tupeciara. Doświadczyłam tego, więc wiem co mówię.

A teraz pytanie z zupełnie innego obszaru. Jak się Pani relaksuje i dba o siebie i swoją urodę?

Uważam, że najważniejsze jest zająć się sobą, dać sobie do tego prawo. Najważniejsza sprawa dla mnie to sen. Kobieta jak nie śpi wystarczająco długo to się starzeje. Druga sprawa to umieć się zatrzymać… zatrzymujesz się i masz wszystko w nosie. Warto zrobić sobie czasami taki dzień dziecka. Wyprosić wszystkich z domu tak aby móc być naprawdę sama i nie przejmować się niczym. Ani tym jak wyglądasz ani tym, że coś jest nie posprzątane, pomyśleć tylko o sobie. To bardzo ważne dla czystości naszego życia psychicznego.

No tak ale czy nie uważa Pani,  że nam kobietom jest dosyć trudno zorganizować sobie taki dzień dziecka ?

Tak naprawdę to często nie jest kwestia logistyki ale tego co mamy w głowie. My kobiety często tak mamy, iż zgadzamy się na rzeczy których wcale nie chcemy, na które wcale nie mamy ochoty, bo mąż, bo dzieci, bo praca, bo szef, bo mama, bo tata, bo ciocia itp. I to jest u większości z nas… też tak żyłam przez wiele lat. Zgadzałam się na coś na co nie miałam ochoty… ale czy musiałam zapłacić tak wysoką cenę żeby kiedyś móc zacząć mówić nie … niektórzy wcale nie dochodzą do tego momentu.

Czyli problem wiecznego braku czasu z którym borykają się kobiety leży tak naprawdę w nas samych ?

Tak jak już mówiłam…bo my kobiety musimy być takie idealne, takie extra, zawsze musimy dobrze wyglądać, zawsze odprowadzać dziecko do przedszkola, bo przecież jak my nie odprowadzamy to mamy zaraz poczucie winy. Kobiety są mistrzami w poczuciu winy. Myślę, że można by było olimpiadę zrobić, która ma większe poczucie winy.

10645008_10153343714551327_1215770190499287857_n

To jak z tym walczyć ?

Daje sobie prawo do rożnych świrów. Mam mnóstwo różnych jazd, które pielęgnuję zamiast eliminować… i tych negatywnych i tych pozytywnych np. palę bo lubię, albo mimo iż mam milion sukienek to milion pierwsza się przyda, i co z tego że mój partner ich nie odróżnia, dla mnie każda z nich jest inna. Mój partner zawsze zastanawia się kiedy kupuje mi kolejną sukienkę  po co jest mi ona potrzebna, a ona jest  potrzebna bo jest dla mnie jakąś nagrodą, bo coś się udało albo bo miałam po prostu taki kaprys.

Czyli nie dostosowuje się już Pani do nikogo ?

Pamiętam czasy kiedy się dostosowywałam do mężczyzny. Bardzo lubię klasykę, naprawę bardzo. Nie lubię stylu sportowego, sandał na rzepy, nie biegam, nie uprawiam sportów, bo tego nie lubię, czuje się w tym jak ciućmok. A gdy założę sukienkę to od razu czuje się lepiej. Pamiętam czas kiedy starałam się dostosować do partnera i robiłam coś pomiędzy, czyli zakładałam sukienkę, która to niby miała być trochę sukienka, a trochę sportowa.. Czułam się okropnie to był mój najgorszy czas i wyglądałam chyba wtedy najgorzej. Dopiero teraz mogę powiedzieć, że zintegrował mi się mózg z ciałem, zrozumiałam pewne rzeczy i swoją wartość. Dopiero teraz osiągnęłam poziom independent i dopiero teraz mogę sobie na to pozwolić.
W pewnym momencie myślałam, że będę całe życie sama i że będę taką starą dziwaczką. Uznałam, iż kompromisu nie ma. Albo świat się dostosuje do mnie łącznie z mężczyzną albo nie.

No tak ale czy to nie jest tak, że część kobiet dostosowuje się do mężczyzn bo są one od nich zależne finansowo, bo kobiety zarabiają mniej lub wcale ?

Nie wiem, bo nigdy nie byłam zależna finansowo, a mimo wszystko też się dostosowywałam więc to chyba nie o to chodzi. Ale z drugiej strony to, że jestem niezależna finansowo nie zmienia faktu, iż pewne koszty musi ponosić mężczyzna bo inaczej tracę do niego szacunek. Nie rozumiem kobiet, które mówią w restauracji, że płacimy po połowie albo, że jadą razem na wakacje i kobieta płaci za siebie.
Tak naprawdę to jest dobre też dla mężczyzny – paradoksalnie to jest w naszym wspólnym interesie. Jak on płaci to czuje się panem sytuacji i jest tym samcem alfa, wtedy ma szacunek do siebie i ty też będziesz miała szacunek do niego.

Ale mimo swojej niezależności powiedziała Pani, że i tak był pewien okres w życiu kiedy się Pani dostosowywała do mężczyzny…?

Bo byłam głupia :). Teraz rozumiem bardzo wiele rzeczy. Przez wiele lat byłam sama bo nie mogłam znaleźć mężczyzny, który mógłby znieść wszystkie moje dziwactwa… bo to nie jest tak, że oni nie mają dziwactw, też je mają tylko je skrywają…Najpierw jest fajnie a potem jak zaczynasz mieszkać to ujawniają się nasze różne dziwactwa; zarówno po jednej jak i po drugiej stronie. Ale niestety…. my kobiety często łapiemy się na czułe słówka, na ten makaron na uszy, a potem ups, okazuje się, że on nie ma pracy, Ty płacisz jego rachunki, a do tego jeszcze się okazuje że jest alkoholikiem ,a już 5 lat razem i nagle siadamy i się dziwimy. A wszystkie te rzeczy są przecież tak naprawdę widziane na samym początku…

Czyli ustala Pani twarde zasady ?

Można tak powiedzieć. Nie noszę zakupów, nie noszę walizek, nie płacę w restauracjach, otwieranie drzwi to również podstawa, bluźnierstwa to także kwestia szacunku – ja sobie nie życzę aby w moim towarzystwie bluźnił…są pewne zasady. Takie zasady warto na początku ustawić. Mam też kilka innych dodatkowych zasad.

Czyli… ?

Prezenty. Ja zamawiam sobie sama. Kiedyś dostałam prezent i go po prostu zwróciłam..bo był kompletnie nie trafiony tzw. durnostojka, czyli coś co będzie stało i się kurzyło. Natomiast ja lubię prezenty praktyczne, funkcjonalne i oczywiście za odpowiednią cenę. Chodzi mi o to, że jeżeli chcesz dać kobiecie pierścionek … no to raczej nie z plastiku. To samo dotyczy perfum. Nie akceptuję podróbek.
Sprawa jest prosta ale tak naprawdę to musi być facet z jajami…oczywiście to działa w druga stronę.
Mój obecny partner Mariusz jest również pisarzem i tak np. gdy on wydaje nową książkę to kupuję mu drogie pióro. Ale on też mnie informuje co by chciał dostać…wtedy nie tracimy czasu oboje. Ja nie potrzebuję niespodzianek. Tak uważam … z perspektywy czasu to się sprawdza .

Jak poznała się Pani  z obecnym partnerem, jaka jest Pani wizja związku ?

Jesteśmy już prawie 3 lata. Po wszystkich moich perturbacjach jestem raczej przeciwniczką małżeństwa…chociaż nigdy nie mów nigdy, ale na dzień dzisiejszy – nie. Mój rodzaj pracy jest specyficzny…książka jest dla mnie bardzo ważna. Mam dziecko, Mariusz również ma, więc oboje jesteśmy już po związkach. Już nie marzę o białej sukience. Dla mnie obecnie najważniejsze jest aby się rozwijać emocjonalnie. Jesteśmy razem z Mariuszem, choć nie mieszkamy razem. Spotykamy się na płaszczyźnie damsko-męskiej, towarzysko i zawsze mogę na niego liczyć. W dawnych czasach kobiety i mężczyźni żyli oddzielnie i nie uważam żeby to było coś niezwykłego.
Ja jestem bardzo niepodległa…raz z racji tego czym się zajmuję po drugie jestem matką a macierzyństwo jest dla mnie bardzo ważne, bo staram się być dobrą matką. Nie potrzebuję żeby ktoś mnie trzymał za rączkę albo mi podrzucał skarpetki do prania, albo zmuszał mnie do krojenia kapusty o pierwszej w nocy…

5979fotogen8

Co jest dla Pani najważniejsze w byciu mamą?

Dla mnie najważniejsze jest żeby dziecko nauczyło się samo myśleć. W ogóle nie zwracam uwagi na stopnie i oczywiście strasznie rozpieszczam moje dziecko.

Czy dużo czasu poświęca Pani dziecku?

Paradoksalnie mam więcej czasu na bycie z dzieckiem niż przeciętna pracująca mama, ponieważ  nie chodzę do pracy. Wiec gdy część dzieci trafia na świetlicę…moja córka jest już wtedy ze mną. Poświęcam jej dużo czasu. Pisanie książki nie pochłania mnie całkowicie, to kwestia organizacji. Normalnie gdy wracasz do domu, ogarniasz rzeczywistość i robi się wieczór. Ja o 15.30 wracam do domu z córką i mamy czas dla siebie. Bardzo często jest też w naszym domu mnóstwo dzieciaków. Robią niezły Sajgon ale zawsze jest dryl i nigdy nie stało się nic złego. To jednak też generuje niezły hałas.

Czy lubi Pani być sama ze sobą ?

Uwielbiam. Większość czasu spędzam sama, bo gdy piszę książkę to jestem sama ze sobą. Gdybym tego nie lubiła nie mogłabym robić tego co robię. Nie rozumiem ludzi, którzy nie umieją być sami. Gdy mam wolny wieczór to nie odczuwam potrzeby, że muszę natychmiast do kogoś zadzwonić. Nie, wręcz przeciwnie, rozkładam się wtedy ze swoim filmikiem lub książką. Bo tak naprawdę, kiedy masz skontaktować się ze swoimi emocjami, z tym jak chcesz żyć, co chcesz robić ? Kiedy masz sobie odpowiedzieć na takie pytania ? Żyję bardzo intensywnie, mam czas promocji książki, mam czas pisania, który jest dla mnie bardzo infekujący, jestem mamą, to gdy mam czas dla siebie to staram się aby to był mój czas i żeby nikt mi nie przeszkadzał. Wyłączam wtedy telefon, wyłączam się kompletnie. Jak nie czytam, to oglądam filmy.

 

Jak spędza Pani czas wolny ?

To różnie. Sama ze sobą, z dzieckiem, z Mariuszem, z przyjaciółką. Nie interesuję się piłką nożną czy skokami, którymi się interesuje Mariusz dlaczego mam więc w tym uczestniczyć? Niech on sobie dzieli to z kolegami. W tym czasie ja idę z koleżanką na kawę albo gdzieś jadę. Nie rozumiem obowiązku typu: ja muszę oglądać piłkę nożną, a on ze mną chodzić na zakupy po sukienkę. O nie. Raz byliśmy po zakupy razem i to był ostatni raz. Sukienki muszę wybierać sama bo to ma być  dla mnie przyjemność, a nie szybko kupić. Uznaliśmy ten eksperyment za zakończony. Nie przeszkadza mi, iż w pewnych sprawach nie uczestniczymy razem.

Jaka jest Pani ulubiona książka ?

Nie mam jednej ulubionej, natomiast mam taką krótką półeczkę na której stoi dużo klasyki np. Pani Bovary, Anna Karenina, Lolita, Królowa Południa, Middlesex, Król Szczurów. Dokładam tam też trochę współczesnych jak: Życie Pana Rosa, Człowiek bez psa, trochę książek dokumentalnych Niewolnice władzy. Stoją tam takie książki, które naprawdę chcę zatrzymać. Obowiązkowo Mistrz i Małgorzata w kilku wydaniach, Poetyka Arystotelesa, Mitologia Parandowskiego. To są książki, które muszę przeczytać raz na rok, muszę je sobie przypomnieć, wrócić do nich. Oczywiście również Biblia, bo tam są wszystkie archetypy, które używam przy pisaniu książek.
Mam bardzo dużo książek. Chyba tylko książek mam więcej niż sukienek, a sukienek mam naprawdę dużo. Książki są wszędzie, rozprzestrzeniają się, muszę co jakiś czas robić weryfikację i odnoszę je do biblioteki, wysyłam do więzienia, itp. Nigdy nie czytam książki na siłę, jak pierwsze 50 -100 stron mnie nie wciąga, to nie czytam dalej. Nie męczę się bo uważam, że w życiu trzeba robić to co sprawia przyjemność.

A co z filmem? Jest jakiś ulubiony?

Ostatnio w tym temacie jestem trochę zacofana, głównie oglądam seriale, zwłaszcza na HBO i wtedy jest to wręcz obsesyjne. Oczywiście wszystkie seriale kryminalne. Wole jednak książkę bo to jest bardzo intymny kontakt z pisarzem.

Ostatnio dużo udziela się Pani w mediach, czy to jest zbieżne z Pani naturą ?

Tak to prawda, prowadzę bardzo intensywne życie, dużo się udzielam w mediach, a odkąd jestem bestsellerem to jeszcze bardziej się to zintensyfikowało. Nie ukrywam, że sama w to wchodzę. Uważam, że mam dużo do powiedzenia i wcale nie mniej niż klasyczni celebryci. Celebryci pojawiają się w telewizji w różnych funkcjach, Pisarz też jest człowiekiem, który , gdzie nie było mediów społecznościowych, ale udzielał się w prasie, dużo pisał i pomagał ludziom. W tamtych czasach gdy nie było tak szybkich mediów, on używał swojego autorytetu do tego aby coś ogłaszać oraz pomagać ludziom. Uratował hindusa od kary śmierci. Pisarz też może dużo przekazać, a ja bym chciała dużo przekazać.

Czy jest Pani bardziej introwertyczką czy extrawertyczką ?

Nie wiem jak to określić bo każdy myśli ze jestem extra, a ja tak naprawdę jestem bardzo intro. Jan Nowicki nazwał mnie extrawertryczną introwertyczką.

Jaki ma Pani  stosunek do mediów społecznościowych?

Bardzo dobry, uważam że nie ma lepszych czasów niż teraz jeśli chodzi o kontakt pisarza z czytelnikami. Teraz każdy z każdego zakątka świata może mieć twoją książkę w ebooku i zaraz po przeczytaniu napisać ci coś miłego albo nie, ale feedback jest bardzo szybko. To wspaniałe czasy.

Ma Pani hejterow ?

Pewnie tak, ale nie zwracam na to uwagi. Jeśli piszesz w określony sposób i masz swój styl, to wszystkim nie dogodzisz. Nie każdemu muszę się podobać. W życiu też nie zwracam uwagi na to co o mnie sądzą, bo nie mam na to wpływu. Mam wpływ na to co robię, ale nie na to, co inni sobie pomyślą. Dlatego na pewno jest ich paru, ale nie przejmuje się tym, mają prawo mówić to co chcą. Nie dyskutuję również z krytyką. Nie wiem w jaki sposób będzie odczytana moja powieść. Piszę ją i daje z siebie wszystko, ale nie myślę czy to się spodoba i komu. Byłoby to okropne, bo wtedy profilowałabym produkt. Książkę opowiadam przez siebie. Tam jest zawarta też moja percepcja świata. Dałam np. Saszy uzależnienie od alkoholu, bo sama jestem obarczona nałogiem papierosów. Nie obarczyłam jej swoim nałogiem, żeby to odkleić, ale jednak nadałam jej nałóg…

Aby zrozumieć nałóg alkoholizmu była Pani na grupie …

Byłam incognito bo nie chciałam nikogo skrzywdzić. Gdybym powiedziała po co naprawdę tu jestem to pewnie nic bym się nie dowiedziała. Chodziło mi o to, żeby poczuć i zobaczyć jak to wygląda.

Czy myśli Pani , że alkoholizm kobiet to jest duży problem ? Taki alkoholizm odbiegający od stereotypu menela…

Problem polega ma tym, że nigdy nie wiesz kiedy stajesz się alkoholikiem, a kobiety mają problem maskowania rzeczywistości. Zrobią wszystko, żeby nie było widać tego, że piją. Mężczyzna się upije i każdy o tym wie, a kobiety to ukrywają, są w stanie  zamaskować to kompletnie.
Jest np. taka grupa kobiet, które mają bogatych mężów i nie muszą pracować, siedzą cały dzień w domu, mają gosposie, wiec nawet nie muszą sprzątać. Takie kobiety bardzo często zaczynają pić od rana, potem trzeźwieją żeby odebrać dzieci ze szkoły ogarniają je i potem wieczorem ponownie. To jest naprawdę duży procent. Gdy badałam ten temat byłam przerażona. Te kobiety w pewnym momencie zrezygnowały z siebie, ze swoich pasji, ze swoich ambicji. Urodziły dzieci, a mąż zaczął dobrze zarabiać, więc po co ty masz iść do pracy za głodowe stawki, lepiej pomóż mi. Wiec pomagają… wszyscy są zadowoleni, ale one nie żyją swoim życiem. Tworzą to ognisko, wszystko jest zgodnie ze sztuką, ale rodzi się frustracja bo nie ma nic swojego i do tego się zwyczajnie nudzi. To jest naprawdę duży problem.

Bardzo dziękujemy za szczerą rozmową. Mamy nadzieję, iż wywiad ten pozwoli niektórym kobietom spojrzeć z innej perspektywy i zatrzymać się na chwilkę …
Zapraszamy jednocześnie  do lektury Pani książek.

DSC_0630