To kolejna niedziela , gdzie weekend przeleciał mi z prędkością światła. Jak to w ogóle możliwe, że czas na który czekamy cały tydzień tak szybko się kończy?
Znienawidzona melodyjka, która z radością  bezczelnie rozbrzmiewa przy uchu o 6.00 rano przy łóżku narażona jest już z zasady na zagładę i całkowitą banicję. Co ona sobie wyobraża? To ona obwieszcza niechciany Poniedziałek.

Pierwsza myśl, która pojawia się całkowicie bezwiednie to ,, wyrzuć ten telefon tak daleko jak można’’. Zaraz za nią pojawia się druga: ,, Wyłaź z łóżka  niewolniku!’’

Konkluzja dla mnie i dla Ciebie:

Ciągle nie umiesz lub nie chcesz rozerwać swojego łańcucha na którym pamiętaj…Sam się uwiązałeś.
Wiem…wiem…Są ludzie , którzy cieszą się, że idą do pracy. Tam właśnie coś tworzą, stają twarzą w twarz z wyzwaniami. Pracują w świetnej atmosferze  mają kompetentnych i charyzmatycznych przełożonych. Nie trzeba przecież pracować na swoim albo być niezależnym specjalistą, aby być zadowolonym z pracy. Tak…tylko ilu nas jest w tym obozie zadowolonych? Jeśli jesteś właśnie w tym obozie to nie czytaj dalej. Szkoda Twojego czasu. Dla reszty zapraszam :) 

Między tym co chcę, a tym co muszę.

Jeśli wiesz co chciałbyś robić i wiesz, że to sprawiałoby Ci przyjemność, do tego jeszcze obiektywnie oceniając masz wszelkie kompetencje aby to robić to jest to dopiero pierwszy plus na zmianę.
Jeśli z jakiś powodów nadal tkwisz w tym okopie,  który nazywasz pracą powodów może być kilka.

Pierwszy powód :

Masz za dużo, by bez mrugnięcia okiem zamknąć drzwi i zacząć pisać nowy scenariusz życia. Po prostu boisz się stracić to co masz. Jeśli masz jakąś tam pensję i bezpieczeństwo, które Ci zapewnia Twoja znienawidzona posada, to pojawia się naturalny strach przed porzuceniem. Dużo łatwiej jest podjąć decyzje o porzuceniu pracy, gdy mamy najniższą płacę i żadnego poważnego stanowiska. Wiemy, że jeśli coś nie wyjdzie to nie będzie problemu by znaleźć  taką samą pracę.

Drugi powód:

To brak funduszy. Często to jest powód , który zamraża nasze działania. To zamknięte koło. Nie rzucając tego co mamy nie możemy dać sobie szansy na lepszą przyszłość, z drugiej strony przecież nie jestem kotem i niekoniecznie spadnę na cztery łapy…Może mi się nie udać. Tu mam jakąś pensję…A i prawie zapomniałam…przecież jeszcze kredyt między czasie się przyplątał.

Trzeci powód

To nasi bliscy, którzy patrzą  na nas jak na kosmitów z wyłupiastymi oczami, gdy mówimy, że mamy dosyć tej pracy. ,,Przecież nie zarabiasz aż tak źle no i inni mają gorzej, a nie narzekają…’’
Po kilku takich wykładach myślisz sobie…pora iść do psychologa albo samemu podołać temu przestawianiu klocków w głowie. Wszystko po to aby być przykładnym niewolnikiem, który może i wprawdzie skomli w Poniedziałek, że jeszcze chce pobiegać bez łańcucha ale już w Środę macha ogonem, bo wie, że zbliża się Piątek.
To w czym tkwimy  to taki swoisty chocholi taniec…

Twierdza w której sami się osadziliśmy ma coraz więcej zabezpieczeń i jest z miesiąca na miesiąc coraz trudniejsza do pokonania. Zmiana wymaga coraz większych środków, odwagi i działań. Nie jest jednak niemożliwa.

Czy jest jakaś możliwość?  Bezpieczna możliwość zmian?

arrow-945268_1920

Hm…bezpieczna zmiana…? Zmiana to zawsze pewna doza niepewności, to nowe okoliczności i nieprzewidziane zdarzenia. Im bardziej Ci zależy tym silniej los Cię sprawdzi. Jak w każdej zmianie aby efekt był pozytywny trzeba podejść do tego metodycznie i systematycznie.
Ucieczka jest możliwa jeśli będziesz mocno chciał, dokładnie zaplanujesz ewakuację i będziesz przekonany, że jesteś w stanie ponieś konsekwencje zmiany. Obiektywna zaplanowana akcja. Tylko taka może przynieś mniej stresu. Całkowity brak stresu przy zmianach jest niemożliwy.  Możemy go zminimalizować i zaprogramować nasze działanie na sukces.

Jak wyleczyć się z syndromu Poniedziałku? Poszczególne milowe kroki.

success-413093_1920

1. Po pierwsze musisz znaleźć to co kochasz robić i co będzie Cię napędzało.
Odpowiedz sobie na pytanie czy jesteś na tym etapie kompetencji, że osiągnąłeś już poziom umożliwiający Ci zarabianie na tym.
2. Jak chciałbyś pracować?

Czy miałaby to być własna działalność, praca jako samodzielny specjalista na zlecenia, czy zmiana pracy na inną firmę ? Często to jest powód niezadowolenia. Być może powód to brak elastycznego czasu pracy i samodzielności? Być może źle znosisz świadomość,  że jesteś podporządkowany komuś, kto wcale nie jest lepszy od Ciebie, a zbiera wszystkie laury za Ciebie? Być może w pracy nikt nie docenia tego co robisz, a tak naprawdę lubisz swoja pracę? Powodów może być wiele. Niekoniecznie syndrom Poniedziałku objawia się z powodu nienawiści do tego co robisz. Pomyśl o tym i odpowiedz sobie uczciwie na to pytanie bo to z kolei inicjuje dalsze kroki.

Jeśli wiesz, że chcesz robić coś czym zajmujesz się hobbistycznie i do tego nie chcesz mieć szefa nad sobą to zafundujesz sobie na początku jazdę bez trzymanki na najnowszym roller costerze. Jeśli się uda, to na pewno warto będzie się trochę postresować. Jeśli nie…no cóż. To znaczy, że źle zaplanowałeś przejście, nie wziąłeś wszystkiego pod uwagę lub życie chciało Ci pokazać, że jeszcze nie teraz. Tak też bywa o zgrozo! Ale tylko wtedy gdy decyzje podejmujemy pochopnie i nie przygotujemy się do zmian.

3. Zacznij działać w nowej pracy, gdy jeszcze masz starą.

To metoda asekuracyjna, dłuższa ale i bezpieczniejsza. Gdy masz dwie buźki do wykarmienia, to bezpieczeństwo jest bardzo ważne. Dlatego zmiana długo trwa. Czas, który potrzebny jest na całkowite przejście niestety się wydłuża. To Twój wybór czy wybierasz drogę krótszą ale niebezpieczną, czy dłuższą ale z asekuracją.
Tymczasem zanim będziemy gotowi do zmian ukwiećmy nie tylko Poniedziałek ale i cały tydzień pracy.

Waga celu w niwelowaniu syndromu Poniedziałku

 

Znajdź sobie jakiś mały cel na cały tydzień, skup się na nim. Będzie dużo łatwiej.  Skupiajmy się na wyzwaniach, na tym co jest przyjemne. Skup się na swoich emocjach i tym jak Ty postrzegasz świat. Wszystko co jest na zewnątrz tak naprawdę jest filtrowane przez nas.  Efektem końcowym są emocje i nasza reprezentacja świata . Ta sama sytuacja widziana oczyma trzech różnych osób w zależności od ich nastawienia będzie generowała różne postrzeganie.
Wpływajmy na to na co mamy wpływ. Każdy dzień to wyzwanie. Przechodząc codziennie obok wspaniałych rzeczy i ludzi bardzo łatwo nie zauważyć ich piękna, gdy skupiamy się ciągle na tym co się nam nie podoba. Dziś już kończę.
Poniedziałek już tuż tuż. Czy nie wyrzucę jutro telefonu? Czy potraktuje ten tydzień jako kolejne dni przybliżające mnie do moich celów? Czy będę stawiała małe cele przed sobą i celebrowała ich osiągnięcie?

No cóż spróbuje…:)