Slow food czyli powróćmy do podstawowych przyjemności. Slow food to filozofia, to styl życia to radość.  Fast food’y to symbol naszych czasów. Zawrotny pęd życia, zniewolenie przez prędkość i wymogi które sami sobie narzuciliśmy. Praca, praca, obowiązki, pęd do kariery, pęd do pieniędzy po to abyśmy mogli zaspokajać potrzeby, które sami sobie niejednorodnie stwarzamy.


To wszystko powoduje, że zapominamy o przyjemności życia. Coraz rzadziej umiemy delektować się chwilą odpoczynku, wytchnienia, spokoju. Coraz rzadziej umiemy się zatrzymać i przestać pędzić ale stanąć i delektować się tym stanem.
Taki styl życia ma swoje odzwierciedlenie w kuchni. Przestajemy się delektować smakiem prawdziwych potraw bo zastępujemy je sztucznymi odpowiednikami. Brak czas powoduje, że coraz częściej odchodzimy od przygotowania potraw zastępując je tzw „ gotowcami” lub po prostu fast foodami.  A przecież czas zatrzymamy w kuchni nad tworzeniem potrawy, która na naszych oczach powstaje, rośnie, aż do wykwintnego finału jakim jest eksplozja smaku, jest czasem który daje nam możliwość delektowania chwili i który daje nam zmysłową przyjemność jedzenia.
Slow food to przeciwieństwo tego wszystkiego co opisane powyżej. To ruch mający na celu chronić tradycyjne kuchnie różnych regionów. Jest to międzynarodowe przedsięwzięcie, które w swoim manifeście jako główny cel stawią ochronę prawa do smaku.

Ośrodek Rozwoju Osobistego ALCHA zorganizował niesamowite przedsięwzięcie mianowicie Warsztaty Slofoodwe na Suwalszczyźnie. Ośrodek propaguje życie w zgodzie ze swoim wewnętrznym rytmem Wraz z osobami współpracującymi min. Manuelą Gretkowską, czy dr Partap Chauhan i wieloma innymi osobami zajmują się szeroko pojętym poszukiwaniem jakości i głębi życia. I taki były te warsztaty. Czas nie mógł grać tu roli. Jeśli komuś  się spieszyło… hmm to źle  trafił.

Festiwal Slowfoodowy na Suwalszczyźnie miał przypomnieć uczestnikom radość i przyjemność z przygotowywania potraw, które wymagają cierpliwości, są pracochłonne ale ich końcowy spektakularny efekt będzie wart tego wysiłku. Jednocześnie proponowane warsztaty slofoodowe przybliżały tradycyjną kuchnie tego regionu.  Tak aby wiedzieć, tak aby nie zapomnieć, tak aby kultywować :).

Braliśmy udział w warsztatach kuchni suwalskiej. Wszystkie warsztaty odbywały się w miejscach bardzo atrakcyjnych krajobrazowo co było niewątpliwą wartości dodaną całego Festiwalu.

Przybyliśmy  na godz. 14.00. to miejscowości Mikołajewo do uroczego Pensjonatu Wigierskiego. Pensjonat jest położony na skraju lasu, niedaleko jeziora Wigry. Uderzyła nas cisza i spokój jaki był z tego miejsca. Już teraz wiem dlaczego Pani Alicja wybrała to miejsce. Każdy kto chce uciec od zgiełku, zaszyć się, odnaleźć swoje wnętrze,  tam na pewno znajdzie to czego szuka – enklawę spokoju.

18

Przywitała nas urocza właścicielka oraz Panie, które miały wprowadzić nas w tajniki tradycyjnej kuchni suwalskiej Diana, Justyna i Klaudia. I zaczynamy…. czyli załóżcie fartuszki i zapraszamy do kuchni :). Na warsztaty zabraliśmy starszą córkę i syna znajomych gdyz uznaliśmy to za dobrą okazję aby pokazać dzieciom coś innego i spędzić z nimi czas  w zupełnie inny sposób. I był to bardzo trafiony pomysł. W planie było zrobienie kartaczy, babki ziemniaczanej, soczewiaków, trzech surówek i kompotu. Pani Diana od razu przystąpiła do rzeczy. Wyposażyła nas w nożyki, kubełek i… zaprosiła do obierania ziemniaków. Każdą potrawę robiliśmy od podstaw, sami pod czujnym okiem i przewodnictwem naszych uroczych nauczycielek. Do kartaczy Pani Diana przyniosła swoje własne ziemniaki…coś pysznego. Nie mogą się równać z tymi z marketów, jeśli ktoś w ogóle takie kupuje.

14

Kartacze to bardzo pracochłonna potrawa. Ziemniaki trzeba było obrać a potem  utrzeć, na szczęście Pani Dian wyciągnęła terkownicę czyli maszynkę do tarcia ziemniaków co znacznie przyspieszyło sprawę i uchroniło nasze palce. Tarliśmy je na tetrową pieluchę tak aby  cały sok spłyną do pojemnika. Tez zabieg był nam potrzebny do uzyskania krochmalu, który scalił całość ciasta. Potem dodaliśmy czwartą część ugotowanych ziemniaków i całość trzeba było dokładnie wyrobić. Środek kartacza to mięso mielone, doprawione czosnkiem, majerankiem, solą i pieprzem. Całość musi się następnie gotować około 45 minut. Jako pierwszą do piekarnika wstawiliśmy babkę ziemniaczaną. Ostatnie były przygotowywane soczewiaki, to takie większe pierożki z farszem  z soczewicy. Przepyszne. Oczywiście bazą każdego ciasta stanowił ziemniak. Całość uzupełniły surówki z buraków, marchewki i białej kapusty. Dla zainteresowanych wszystkie przepisy zamieści w oddzielnych postach.
Wszyscy się krzątali, wszyscy pracowali. Byliśmy coraz bardziej głodni więc kiedy babka się upiekła jako pierwsza do konsumpcji przystąpiliśmy natychmiast, w kuchni.

11

Na kartacze trzeba  było poczekać, ale najdłużej czekaliśmy na soczewiaki. Wszystko było warte poświęconego  czasu.
Chwila zastanowienia, wspólna konsumpcja, wspólna praca… Przybyliśmy na warsztaty jako różne obce sobie osoby, po wspólnej pracy zasiedliśmy razem do stołu jako znajomi  :).

Niesamowity czas, niesamowite miejsce i niesamowite osoby.