Miał być tekst pełen humoru, z lekkim akcentem dającym do myślenia. Tekst, który dodaje prawdziwych  skrzydeł, zupełnie inaczej niż red bull. Pisząc to linijka po linijce widzę, że tu naprawdę nie ma się z czego śmiać. Sama siedzę w tym po uszy, tak więc tym  bardziej lipa ze śmiechu pełną gębą.


Wszystko zaczęło się od obrazka poniżej z serwisu http://www.lolmania.pl/

kobitetra
Oh jak nam było wszystkim wesoło. Tym bardziej wesoło im mocniej się utożsamiamy z bohaterką. Były wyjątki, które nie zrozumiały obrazka.  Te z Was mogą czytać i cieszyć się, że są wyjątkami.

Jesteśmy niczym perfekcyjna maszyna, której głównym zadaniem jest zbaczanie z kursu i odsuwanie siebie na przedostatnie miejsce. Kto jest na ostatnim miejscu? Ci , którzy są zawsze na wasze skinienie, Ci którzy stoją zawsze za Wami murem i rezygnują z siebie, aby Wam było dobrze.

Dlaczego akurat Ci ważni dla nas ludzie są na ostatnim miejscu?

Przestajemy ich stopniowo podświadomie szanować i wiemy, że tu nie musimy się starać. Wiemy, że oni zawsze będą i zawsze wybaczą prawie wszystko.Dokładnie tak samo jest z naszą nadgorliwością.
Są kultury, gdzie dbanie o siebie jest przejawem szacunku do siebie. To na przykład Japonia.

_MG_3582

Z przykrością stwierdzam, że coś w tym jest.  Warto jednak wspomnieć, że dbanie  o siebie nie jest tożsame z zabieganiem tylko o to co widać. Nasza energia i nasze ciało to jedność. Zaniedbujemy albo jedno albo drugie. Kobieta, która długie godziny spędza w łazience ( oczywiście nie na myciu płytek) nie może powiedzieć, że dba o siebie, gdy nie znajduje czasu na rozwój swojej energii duchowej.
Jak to działa, że ciągle  stawiamy się na końcu kolejki?

Przykład…
Właśnie masz czas dla siebie ale o zgrozo w Twojej głowie  rozpoczyna się nietypowa przepychanka działań ważnych i ważniejszych.
Jakieś nieumyte naczynia zostaną szybko zastąpione przez ubrania, które zapomniały, gdzie ich miejsce, tudzież właśnie teraz usychające z pragnienia kwiaty domagają się wody.
Wszystko to rzuca Ci się na oczy właśnie teraz, gdy zaplanowałaś sobie popołudnie dla siebie. Zaraz rozpłynę się w niebiańskiej przyjemności- po cichutku włączasz mantrę samooszukiwania.
Czas niestety nie zasuwa na wstecznym tak jak Ty, gdy wjedziesz pod prąd. Zanim się obejrzysz z Twojego czasu dla siebie została Ci niecała godzina.

hourglass-620397_1920
Nie ma w tym zupełnie nic złego,  że masz ochotę znaleźć swoim dzieciom i mężczyźnie magiczny wyłącznik. Bo przecież potrzebujesz tego czasu dla siebie, a jakaś zołza Ci go ukradła? Ciekawe czemu ona jest taka bezlitosna? Czy nie wie, że tak dawno marzyłaś o tym popołudniu, a może i weekendzie?

Twoi bliscy patrząc na Twój wzrok też mają Cię chwilowo dosyć. Dali Ci to co chciałaś, usunęli się na chwilę, a Ty ciągle jesteś niezadowolona.
Gdy dumna ze swego poświęcenia czekasz chociaż na szczyptę uznania, otwierasz z niedowierzaniem usta, gdy widzisz jak szybko Twoi domownicy potrafią doprowadzić dom do stanu sprzed poświęcenia.   Gdy stracisz równowagę i w końcu powiesz wszystkim w domu jak to Ty ciężko w swoim wolnym czasie się poświęciłaś , usłyszysz tuż przed samozapłonem:,, Kochanie, to oznacza, że nie umiesz ustalać priorytetów albo właśnie sprzątanie sprawia Ci przyjemność. Wrrrrrrrrrr!”
I masz za swoje kopciuszku. I to na własne życzenie!
Jeśli już jesteś na etapie chęci zmiany i szukasz mistrza, aby móc podpatrzeć jak znaleźć bez wyrzutów sumienia czas dla siebie lub przynajmniej skupić się na zaplanowanych czynnościach,  mam dla Ciebie dobrą  wiadomość. Nie musisz daleko szukać, a Twój portfel nie ucierpi z powodu twoich nowych pomysłów.
Od dziś zafunduj sobie lekcje za darmo i podpatrz swojego Jasia, Stasia, Cezarego lub Helmuta. Nie mam tu na myśli mistrzów od ,, nic nie robienia’’ . Myślę o normalnym zdrowym facecie, który nie ma tak zrytej głowy jak my. Oni dają sobie prawo do wypoczynku i jeśli zaplanują sobie wypoczynek, to leżą do góry kołami i nawet do głowy im nie przyjdzie aby wziąć mopa. Jeśli Twój mistrz zaplanuje sobie popołudnie w garażu przy naprawie samochodu, to możesz być na 110% pewna, że gdy pójdziesz do niego niby przypadkiem, nie zastaniesz go układającego na pólkach narzędzi. Ok… :) Od każdej reguły jest wyjątek…:)
Kiedy więc nałykałyśmy się tych tabletek, które zrobiły nam takie kuku? Nasze wychowanie i obserwacje  babć, mamy,  ciotek i kobiet, które zyskiwały aprobatę właśnie wtedy, gdy obrobiły się ze wszystkim  i żyły dla innych, tworzyło to wadliwe oprogramowanie. Aktualnie oprogramowanie a’la Kopciuszek działa bez zarzutu.
Możesz tylko starać się usuwać po kolei to szkodliwe oprogramowanie i uważać bo niestety jest złośliwe. Pozbycie się syndromu kopciuszka  wymaga dużego samozaparcia i samoświadomości.
Teraz idę biegać, ponieważ tam nie ma niepozmywanych naczyń :)